Pamiętniki Reba Dowa z Bolechowa (1723-1805)

25/09/2019
By Gabriel Kurczewski

Dow Ber (1723-1805) pochodził z Bolechowa, miasteczka leżącego na południe od Stryja, gdzie jego ojciec z powodzeniem zajmował się handlem winem węgierskim, pierwotnie w spółce z bratem Dow Bera, Arie Lejbem. W pewnym momencie spółka ta jednak się rozpadła. Wówczas Reb Dow zaczął jeździć po wino na Węgry ze swoim ojcem. Wino kupowali najczęściej w różnych miejscowościach regionu tokajskiego, głównie w Tarcal, czasem w Mad, Tokaju lub Tallya. Poszukiwali też towaru w Miszkolcu. Dow Ber zamieszkał i prowadził swój skład we Lwowie. Jego klientelę stanowiła głównie polska szlachta i arystokracja.

Jego historię znamy z pamiętników, które spisał w języku hebrajskim w ostatnich latach XVIII wieku. Zostały po raz pierwszy opublikowane w 1922 roku, po hebrajsku oraz w przekładach na jidisz i angielski (s. 8). W 1994 roku ukazał się polski przekład, który zawdzięczamy, podobnie jak opracowanie naukowe, Romanowi Marcinkowskiemu.

Dow Ber był człowiekiem dobrze wykształconym. Uznaje się go za przedstawiciela żydowskiego oświecenia (haskali). Znał wiele języków w tym łacinę, polski, węgierski, niemiecki. Przekładał na język hebrajski literaturę europejską. W 1759 roku brał udział jako tłumacz w dyspucie teologicznej ortodoksyjnych żydów z wyznawcami frankizmu, która odbyła się we Lwowie. Swoje przemyślenia zainspirowane tym sporem pozostawił w rękopisie “Diwre bina”.

Jego pamiętnik przedstawia wiele aspektów życia Żydów z okolic Lwowa w ostatnich latach przed pierwszym rozbiorem. Opisuje też barwnie realia pracy kupca win węgierskich, przede wszystkim wyprawy po wino do Tokaju i jego późniejszą sprzedaż we Lwowie. Opisy te są cennym źródłem historycznym a poza tym fascynującą lekturą dla miłośników tokaju interesujących się historią tego wina. Są to wspomnienia prawdziwego specjalisty, który od dziecka miał styczność z handlem winem, za sprawa ojca, który żyjąc w Bolechowie “… gdy zajmował się handlem winami węgierskimi, kazał wykopać i zbudować tam piwnicę odpowiednią do składowania w niej win i z pewnym zyskiem sprzedawał je każdego roku panom, którzy mieszkali w swych majątkach położonych w pobliżu i widocznych ze świętej gminy bolechowskiej, i wzbogacił się. I tam się urodziłem…”

Początkowo z ojcem współpracował starszy brat Dow Bera, Arie Lejb: ”Co roku wyprawiali się konno na Węgry, aby kupić wina i sprowadzić je, i sprzedawać okolicznej szlachcie”. (s. 15)

Osobista obecność przy zakupie wina dawała gwarancję dobrego wyboru towaru i zarobku. Zdawanie się na wspólników obarczone było ryzykiem, co pokazuje jedna z opowieści przytoczonych w pamiętniku. Kiedy Dow Ber musiał pozostać we Lwowie i zajmować się sprzedażą win, jego wspólnik Jakub sam pojechał na Węgry po 80 beczek wina. Kupił je ale wracając osiem najlepszych beczek maślacza sprzedał przygodnemu kupcowi “… a mnie pokazał rachunek zakupu siedemdziesięciu dwóch beczek zwykłego, podłego wina stołowego. Dostarczył je do Lwowa do naszej piwnicy, ale nie było na nie kupców.” Sprawa ta doprowadziła spółkę do załamania i długo trapiła Dowa Bera: “… kupił na Węgrzech osiem beczek dobrego wina węgierskiego i sprzedał je nieobrzezanemu kupcowi i nie oznajmił mi o ich nabyciu, a następnie zataił przede mną jakość tych win i nie dowiem się już nigdy, jaka była ich wartość, gdy je sprzedawano. A on zarobił pewną sumę na tych ośmiu beczkach wina, zapewne więcej niż sto czerwonych”. (s. 17)

Do najciekawszych należą fragmenty opisujące wyprawy na Węgry po wino, poszukiwanie i kupowanie dobrego towaru, na który kupiec trafiał czasem w niezwykły sposób: “Zdarzyło się wtedy naszym nieobrzezanym furmanom, kiedy przebywali na brzegu  rzeki Cisy koło Tokaju, że bardzo się spili winem. Przybyłem ich ponaglić, żeby się pospieszyli i przekroczyli rzekę za dnia, gdyż koło miasta nie było żadnego pastwiska dla ich bydła, a dzień się chylił. Jeden z tych nieobrzezanych furmanów podszedł do mnie, aby mnie uściskać, jak to jest w zwyczaju pijaków i powiedział do mnie: “Gdybyś znał smak wina, które wypiliśmy dzisiaj, z pewnością nie ruszałbyś nas stąd”. Zapach wina, który dochodził z jego ust, uświadomił mi, że musiało być stare. I powiedział mi, że to wino sprzedaje się po siedem grajcarów za kwartę. Zaraz też rozmawiałem z Żydem sprzedającym to wino, czyli szynkarzem, r. Józefem, w mieście Tokaju, w domu pana Pataja.” (s. 113)

Oprócz tego rodzaju okoliczności Dow Ber przekazuje też różne szczegóły dotyczące winiarstwa. Pisze np. o tym, jak jego brat kupił na Węgrzech wino dobre ale nie klarowne “… gdyż beczki tego wina miały osad do połowy i nie można było ich sprzedać w takim stanie.” (s. 18) Brat nie wiedział, co z nim począć ale szczęśliwie spotkał po drodze drwala i woziwodę, który w przeszłości pracował dla szynkarza we Lwowie i widział jak jego pan przecedzał wino “… przez napięty lniany worek do pustych beczek i wypływało z nich wino czyste i bardzo klarowne.”

W innym fragmencie pisze o nadzorze nad produkcją wina jaki sprawowali przybywający z Polski kupcy (o czym pisał w tym samym mniej więcej czasie Sylvester Douglass): “A owe sto beczek kupił za siedemset czerwonych, pod warunkiem, że on sam będzie obecny [przy tym] i zobaczy, jak ci nieczyści nieobrzezańcy będą wyciskać wino, depcząc je swymi bosymi nogami, umytymi w winie, przeznaczonym do picia dla ludzi tak samo nieczystych, jak oni.” (s. 66)

Podobnych uwag jest w pamiętniku więcej, podobnie jak wzmianek o odwiedzanych miejscowościach. Najwięcej kontaktów łączyło Dow Bera z Tarcal. Kupował tam wino, między innymi, z piwnic cesarskich. Bywał też w Tallya i Mad, gdzie nabył raz sześćdziesiąt beczek maślacza “znakomitego aromatu” od… pana Szepeszi.

Wspomnienia nie ograniczają się do spraw winiarstwa. Przedstawiają różne aspekty życia społeczności żydowskich w Rzeczpospolitej w ostatnich dekadach jej istnienia. Dla miłośników tokaju są jednak przede wszystkim pasjonującym opisem codziennej pracy osiemnastowiecznego kupca. Krążył on między Lwowem, w którym odbywały się zgromadzenia chętnie kupującej wino szlachty (sesje trybunału koronnego, zjazdy kontraktowe) a węgierskimi wioskami i miasteczkami, w których starał się odnaleźć wysokiej jakości wino. Mamy wiele dokumentów dotyczących staropolskiej kultury wina. Są wśród nich rachunki, paszporty, instrukcje dla sług i raporty dostawców wina, inwentarze piwniczne, rejestry celne. Są utwory literackie. Nie ma chyba jednak drugiego tak obszernego i barwnego pamiętnika kupca win węgierskich, osobistej opowieści, w której pojawiają się węgierscy producenci, poszukujący dobrych win kupcy i ich klienci, czyli polska szlachta.

Chyba szczęśliwie się składa, że ten jedyny w swoim rodzaju dokument przeszłości wiązanej głównie z polską kulturą szlachecką jest dziełem kupca żydowskiego, co zwraca uwagę na wielokulturowy charakter historii tokaju w Rzeczpospolitej i prezentuje tę historię z mało znanej perspektywy.

Wszystkie cytaty pochodzą z polskiego wydania pamiętników w przekładzie Romana Marcinkowskiego. Podane numery stron odsyłają do polskiego wydania. Pamiętniki Reba Dowa z Bolechowa (1723-1805) Przekład z języka hebrajskiego, wstęp i przypisy Roman Marcinkowski, Fornica, Warszawa 1994.

 

Tags: ,

Comments are closed.

Cytaty

Szkoda, że przeciętny Polak myśli, że tokaj to żenująco marne wina, zalegające na półkach polskich supermarketów. — Tomasz Prange-Barczyński, Wino Sarmatów, tygodnik Wprost 22/2006

Weather forecast by WP Wunderground & Denver Snow Removal