“Karádi-Berger Borászat” – spotkanie na Krakowskim Przedmieściu

04/10/2011
By Gabriel Kurczewski

W pierwszy weekend października dotarła do Warszawy „Węgierska kawalkada”. Madziarzy opuścili na parę dni Nizinę Panońską i obozowali w centrum Warszawy, na Krakowskim Przedmieściu. Podobno ma tak być co rok, co na pewno ucieszy każdego hungarofila. W długim rzędzie namiotów dostępne były wszelkie produkty spożywcze i wyroby rzemiosła kojarzące się z Węgrami.

Jak na imprezę nie mającą specjalistycznego charakteru oferta winiarska była całkiem ciekawa. Z Tokaju na wyprawę do polskiej stolicy wybrali się Szilvia Karádi i Zsolt Berger, przedstawiciele młodego pokolenia winiarzy osiadłych w malowniczym Erdőbénye. Zsolt sprzedawał swoje znakomite wina, między innymi wywołujący dyskusje w Internecie Furmint Narancsi 2008. Skorzystałem z okazji aby skosztować tego wina i muszę powiedzieć, że uważam je za bardzo atrakcyjne. Ma wyraźną ale trzymaną w ryzach kwasowość ładnie oprawioną w owoc i mineralność. Jest to złożone, niezbyt cieliste wino, które pije się z przyjemnością. Moim zdaniem, dobrze wykorzystuje potencjał rocznika, uważanego za niełatwy. Bardzo różni się od Furmintu Palandor 2009, wina pełnego owocu, tęgiego, zawierającego 15% alkoholu ale dobrze zbalansowanego, gładkiego. Krótką degustację, do której zaprosił mnie Zsolt kończyło pełne wdzięku słodkie Selectio 2008, wino z późnego zbioru. Przy wysokim poziomie cukrów (około 135 g/l.) wydawało się lekkie, bardzo łagodne, z doskonałą równowagą cukrów i kwasów.

W sierpniu brałem udział w festiwalu w Erdőbénye, który Zsolt organizuje. Jego dom podczas tej imprezy zamienia się na dwa dni w wine-bar, restaurację, klub muzyczny, dom kultury i park miejski. Nic dziwnego, że czas na dłuższą rozmowę łatwiej było nam znaleźć w Warszawie.

***

- Zsolt, opowiedz, proszę, o swojej winiarni.

- Posiadamy w sumie 5 hektarów winnic. Owoce na wino zbieramy z czterech. Winnice leżą w pobliżu Erdőbénye; dwa hektary na stoku Palandor, nieco ponad hektar w winnicy Narancsi. Mamy w nich stare krzewy, od trzydziesto- do nawet stuletnich. Wydajność krzewów mocno ograniczamy, najczęściej z krzewu zbieramy poniżej kilograma owoców. Wszystkie nasze wina fermentują i dojrzewają w dębowych beczkach. Są to beczki z dębów rosnących w lasach, które otaczają nasze winnice. Nie tylko klimat i gleby ale nawet beczka przyczynia się do tworzenia lokalnego charakteru naszych win. Przywiązujemy do tego znaczenie dlatego, że Erdőbénye było w przeszłości wioską bardziej znaną z produkcji beczek niż win. Dopiero od paru lat jest u nas więcej winiarzy niż bednarzy.

- Co można powiedzieć o charakterze win z tej okolicy? Często zwraca się uwagę na wysokie położenie winnic, bliskość wzgórz, …

- Winnice faktycznie leżą dość wysoko, jak na Tokaj, ale nie są to wysokości ekstremalne. Uważam, że do uchwycenia charakteru win z Erdőbénye potrzeba jeszcze wielu lat pracy, może dziesięciu, może dwudziestu. Nasza kwasowość albo mineralność wydają się jakoś specyficzne i wierzę, że nasza wioska ma swój charakter – można było tego doświadczyć podczas wspólnej degustacji win dziesięciu winiarzy na festiwalu “Bor, mámor, …Bénye” – ale na razie trudno go opisać. Mamy, co prawda, w Tokaju długą tradycję klasyfikowania winnic ale te stare klasyfikacje powstawały z myślą o słodkich winach aszu a nie winach wytrawnych.

Zsolt Berger przed domem w Erdőbénye. Fot. Zsolt Szentirmai

- No właśnie. Tokaj to dla szerszej publiczności wciąż głównie wina słodkie. Tymczasem wielu młodych winiarzy koncentruje się na winach wytrawnych. Czy to tylko reakcja na nienajlepszą sprzedaż win słodkich?

- Nie. Uważam, że wytrawne wina tokajskie są po prostu bardzo interesujące. Mamy dwa lokalne szczepy winorośli o naprawdę dużym potencjale: furmint i hárslevelű. Myślę, że są one podobnej klasy co Chardonnay. Chodzi mi o to, że potrafią być owocowe i mineralne oraz dobrze poddają się wpływowi dębowej beczki. Mamy unikalne gleby wulkaniczne, bardzo zróżnicowane. Do tego dochodzi urozmaicona rzeźba terenu. To wszystko sprawia, że z winnic oddalonych o sto, dwieście metrów można uzyskiwać znacznie różniące się wina. Myślę, że te możliwości można i trzeba wykorzystywać tworząc właśnie wina wytrawne. W ciągu ostatnich dziesięciu lat nastąpił jakościowy przełom i dzisiaj wiadomo już, że mogą to być wina długowieczne  i naprawdę szlachetne.

- Wina słodkie nie są już tym, czym były?

- Świat się zmienia. Dwieście czy nawet sto lat temu cukier był bardzo drogi. Nie produkowano go jeszcze na przemysłową skalę. Wtedy słodkie wina były najbardziej cenionymi i pożądanymi napojami świata, dostępnymi dla arystokracji, królów i bardzo zamożnych ludzi. Dzisiaj słodycz nie jest w modzie ani w cenie. Ludzie częściej uciekają od cukru, niż go poszukują. Oczywiście, Tokaj stał się sławny dzięki winom słodkim i uważam, że powinniśmy nadal tworzyć tokaje aszú, choć może nie w wielkich ilościach. Przyszłość mają też słodkie wina z późnego zbioru (Late Harvest), które spędzają w beczkach tylko kilka miesięcy a nie parę lat dzięki czemu są bardziej owocowe i świeże niż klasyczne wina aszú. Tokajskie wina słodkie nadal są bardzo dobre, znalazły też swoje miejsce w gastronomii.

Winnica Palandor, fot. Karadi es BergerWinnica Palandor. Fot. www.karadiesberger.hu

- Coraz częściej łączy się je z daniami głównymi a nie tylko deserami

- Tak, to bardzo ciekawy temat. Słodkie tokaje można pić do głównych dań, a nie tylko przy  deserach. Pasują do ryb, owoców morza, kuchni azjatyckiej. Sery typu bleu czy foie gras to już klasyczne – i naprawdę eleganckie – towarzystwo dla  tokajów. Osobiście polecam połączenie z dynią, na przykład z zupą dyniową albo z ciastem z dyni. Ja robię placek dyniowy z bardzo małą ilością cukru, dodaję cebulkę, posypuję go kozim serem i ziołami. To dobry deser na zimę i jest świetny z naszym Selectio.

- Ciekawe. Można by powiedzieć, kolejna nowość z Erdőbénye…

- Większość młodych winiarzy w Erdőbénye osiedliło się tam niedawno. Siłą rzeczy tworzymy nową jakość. Jest nas teraz dziesięciu, podczas gdy kilka lat temu był w Bénye chyba jeden winiarz. Tak więc, to naprawę coś nowego, rodzący się na naszych oczach i nabierający kształtu fenomen. Jego symbolem jest nasz festiwal „Bor, mámor, …Bénye”. Zauważyliśmy kiedyś, że nasze ogrody, domy, cała nasza wieś mają bardzo przyjemną atmosferę. Postanowiliśmy pokazać innym ludziom, turystom i miłośnikom win, że Erdőbénye jest pięknym, interesującym miejscem, które warto odwiedzać. Do naszych ogrodów zaprosiliśmy lokalne restauracje i zorganizowaliśmy w nich koncerty. Stworzyliśmy „Festiwal w ogrodach Erdőbénye”. Goście mogą pochodzić sobie po wiosce, odwiedzać winiarzy w ich ogrodach, pojeść, popić, posłuchać muzyki, czasem potańczyć. Są różne wystawy, prezentacje. Myślę, że winiarstwo jest przyszłością tej wioski. Już zaczęło ją zmieniać, nadało dynamikę jej życiu. Chcemy, żeby ludzie nas poznali i polubili – nasz krajobraz, wina, gastronomię.

Ogrod Karadi-Berger podczas festiwalu. Fot. bormamorbenye.huOgród Karádi-Berger podczas festiwalu. Fot. bormamorbenye.hu

- Festiwal jest lubiany za swobodną atmosferę. Można nawet przeczytać, że kontrkulturową.

- Może nie bez powodu, bo jest na nim sporo dobrej awangardowej muzyki, alternatywny rock, jazz. Robisz co chcesz, możesz pić sobie wino leżąc na trawie w moim ogrodzie i chłonąć atmosferę miejsca. Na większości imprez kupuje się wino w budkach na głównej ulicy, u nas odwiedzasz winiarza w jego domu. Mamy też bogaty program dla dzieci i te elementy „kontrkulturowe” splatają się sympatycznie z imprezą o charakterze rodzinnym.

- Na festiwalu widziałem winiarzy z miasta Tokaj. Spacerowali z rodzinami ale chyba też trochę podglądali…

- Tak to jest, jak się odniesie  sukces. Nie ma problemu. Jeśli coś jest dobre dla całego regionu, to jest dobre dla i nas. Jeśli festiwale podobne do naszego zaczną się odbywać w okolicy co tydzień, to i tak będzie bardzo dobre dla nas, ponieważ cały region musi się rozwijać, nie tylko Erdőbénye. Niektórzy z nas działają zresztą poza wioską, np. w Tokaj Renaissance lub Tokaji Bormívelők.

- Dzisiaj w Warszawie też jesteś ambasadorem regionu a nie tylko swojej wioski. Ludzie chętnie zatrzymują się przy stoisku z tokajami.

- Kiedy Tokaj stawał się sławny w świecie Polska była najważniejszym rynkiem. Myślę, że teraz sytuacja może się powtórzyć. Polska to czterdziestomilionowy kraj, rozwijający się gospodarczo, z wieloma dużymi miastami. Tokaj leży bardzo blisko, raptem 700 km od Warszawy, 300 km od Krakowa. Mamy podobną kulturę, podobną kuchnię. Po kilkunastoletnim okresie fascynacji innymi częściami świata turyści z Polski coraz częściej pojawiają się na Węgrzech i są u nas naprawdę mile widziani. Myślę, że tradycja naszych kontaktów odżywa.

- Czy Twoje wina możemy kupić w Polsce?

- Tak, importuje je „Miasto win”. Są dostępne w niektórych sklepach winiarskich. Zapraszam też do Erdőbénye. W soboty staramy się otwierać nasz domowy ‘wine-bar’. Można wpaść, spróbować win, posiedzieć przy muzyce, pogadać. Poza sezonem letnim jednak nie zawsze mamy na to czas, więc jeśli chcecie nas spotkać, to lepiej skontaktować się wcześniej telefonicznie lub mailowo.

- Dziękuję Ci za rozmowę i za pokonanie wraz z rodziną tych siedmiuset kilometrów, żeby spędzić trochę czasu wśród Warszawiaków.

- Ja też dziękuję i zapraszam do nas.

 

Tags: , ,

3 Responses to “Karádi-Berger Borászat” – spotkanie na Krakowskim Przedmieściu

  1. Barbara on 06/11/2011 at 12:57

    “Dzisiaj słodycz nie jest w modzie ani w cenie. Ludzie częściej uciekają od cukru, niż go poszukują.” To prawda, ale ja zostałam przekonana do nich skutecznie :) Żałuję, że takich spotkań nie ma też w innych miastach, a jedynie w Stolicy…

    • Gabriel Łagan on 06/11/2011 at 13:49

      Co stolica, to stolica, wiadomo, :) ale ciekawe rzeczy dzieją się też np. w Krośnie i Krakowie.

  2. Barbara on 08/11/2011 at 20:55

    Liczę zatem na Ciebie przy najbliższej okazji :)

Cytaty

Jak ryby bez wody, tak Polacy nie potrafią żyć bez dobrego węgierskiego wina. — Ottlik Pál, Miles Lambert-Gocs, “Tokaji Wine”

Pogoda

Weather forecast by WP Wunderground & Denver Snow Service